Po kilkudniowym pobycie w Bangalore ( brakowalo nam troche wielkiego, prawie europejskiego miasta po pobycie w dzungli, na pustyni i na koncu swiata ;) dotarlismy do Hampi. Duzo turystow, masakryczne ceny ale miejsce jest pierwsza klasa ! Cos jak "tysiac swiatyn w wiosce jaskiniowcow" :)
Robi sie duzo zdjec. Pojawia sie na stronie jak wrocimy do Bangalore za pare dni.
Bedzie tez relacja z wielkiego festiwalu Dzinistow ktory odbywa sie raz na 12 lat, na ktory wkrecilismy sie jako przedstawiciele polskiej prasy ;) Troche naklamalismy w Media Office ale nie bylo innej mozliwosc aby dostac sie tam i zrobic fotki.
Beda tez fotki z hinduskiego wesela w Chennai.
coraz czesciej bedac w Indiach i widzac to wszystko co sie tutaj dzieje, zastanawiam sie "skad ja sie tutaj wzialem, co ja robie w tej opowiesci..."
Wednesday, February 15, 2006
Hampi
Tuesday, February 07, 2006
Monday, February 06, 2006
spowrotem w Chennai (Madras)
juz tesknie za Andamanami, zbieram sie zeby napisac cos o tym miejscu
minely 3 miesiace w podrozy i ciagle malo, minelo tez 29 lat ;)
planujemy co robic dalej dalej, napewno Hampi na pare dni, bedziemy tam czakac az przyjdzie paczka z moja zguba z Goa, potem Kerala a dalej nie wiadomo
ciagle poznajemy nowych ludzi na drodze, czasem ciezko sie potem rozstac jak z Alanem i z Tomkiem z ktorymi spedzilismy ponad miesiac, Alan jest juz w Pradze
a ja czesto lapie sie na tym ze tesknie za Brighton tak samo jak za Krakowem
zastanawiam sie co takiego jest w Indiach, czasami naprawde trudno tu podrozowac,
jednak ludzie spedzaja tu po kilka miesiecy, czesto wracaja
jeszcze za krotko tu jestem
mieszkancy Andamanow















przedszkole w wiosce nr7

w oczekiwaniu na prom obserwowalismy sprzatanie portu
polega ono na przerzucaniu smieci na druga strone ogrodzenia, na plaze...
glowna ulica w wiosce nr1 na Havelock
szpital zamkniety (to nie ten w ktorym bylem), tu chyba tez wszyscy zdrowi 
kolejka po rum, 250ml swietnego jamajskiego rumu tylko 35 rupii (2 zl)
"glosuj na Komunistyczna Partie Indii" ;)
swieze rybki
i troche mniej swieze




na Andamanach stuknelo mi 29, w prezencie dostalem dwa pieski ;) 
te kozy nie sa moje ;)
Thursday, February 02, 2006
Andamany sa bezkonkurencyjne, dla mnie to najpiekniejsze miejsce jakie widzialem.
Mielismy 2 tygodniowe wczasy na Havelock Island, totalne lenistwo i robienie tak malo jak to tylko mozliwe.
Pobudka, banana pancake na sniadanie, lezenie na plazy, w miedzyczasie obiad ( jesli chcialo nam sie isc do knajpy) a wieczorem swieza rybka na kolacje. Zyc nie umierac.
Havelock to przepiekna wyspa, plaza nr7 wedlug The Times to jedna z najpiekniejszych w Azji. Ogromna, bialy piasek i krysztalowa woda a w tle dzungla.
Pare dni przed naszym wyjazdem pojawil sie tu Johny Deep i Russel Crowe z ekipa filmowa.
Po powrocie do Port Blair postanowlilismy sprobowac zobaczyc ludzi z plemienia Jarawa ( pozostalo tylko 100 osob). Jedyna szansa to wybrac sie w 10 godzinna podroz rozpadajacym sie autobusem na polnoc, w kierunku North Andaman na przyklad do Diglipur.
Pewien odcinek trasy prowadzi przez srodek rezerwatu Jarawa i jesli ma sie duzo szczescia to mozna ich czasem zobaczyc.
Ruszylismy o 5 rano z Port Blair. Bylo ostro, autobus bez amortyzacji, dziurawe drogi i hinduskie "hity" na pelen regulator.
Okolo 10 zatrzymujemy sie przed wjazdem do rezerwatu. Trzeba czekac poniewaz pojazdy moga sie tam poruszac tylko w konwojach pod eskorta, ruszajacych z check-pointu o pelnych godzinach.
Wewnatrz rezerwatu nie wolno sie zatrzymywac.
No i chyba znow mielismy szczescie bo WIDZIELISMY ICH ! Zupelnie czarni, nadzy ludzie, ubrani tylko w pomaranczowo-czerwone sznurki zawiazane wokol pasa. Stali przy drodze i przygladalki sie nam ze zdziwieniem tak samo jak my im. Nie wolno robic zdjec i nawiazywac kontaktu z nimi, i dobrze.
W Diglipur spedzilismy kilka dni, odwiedzilismy Smith&Ross Island. Poza nami byla tam tylko para Japonczykow ( koles podrozowal z reklamowka i laptopem ?!?), dwoch gejow z Australii i trzech podstarzalych Szwedow. Tyl turystow i wszyscy walnieci na swoj sposob hehe! Bylo wesolo, jak zawsze ;)
Teraz jestesmy spowrotem w Port Blair i odwiedzamy okoliczne wysepki, dzis byla Ross Island, rewelacja ! Ruiny "zjadane" przez drzewa. Znow robie za duzo zdjec i nie mam czasu na ich obrabianie.
Mam za soba wizyte w indyjskim szpitalu i musze powiedziec ze jestem pod wrazeniem.
W Port blair chyba wszyscy zdrowi bo spotkalem tam doslownie kilka osob. Doktor przyjal mnie natychmiast, rzucil okiem na moj rozwalony paluch i wypisal recepte. W tym samym budynku odebralem wszystkie leki za darmo.
w sumie bylem tam 5 minut, co jak na indyjskie standardy, gdzie wszystko ciagnie sie godzinami, bylo naprawdew niezwykle ;) Cale szczescie moge nadal plywac bo jutro znow jedziemy na rafe. Niestety moj nikon nie chce robic zdjec pod woda a tam takie cuda :(
Nie mam sily dalej pisac, zbyt goraco.
Havelock Island

Jetty czyli port Havlock.
plaza nr7 w calej okazalosci


polowanie
plaza nr5
Elephant Beach zniszczona przez tsunami, piekna rafa koralowa cale szczescie przetrwala, wystarczy rurka i maska aby ogladac koral i rewelacyjnie kolorowe ryby







mangrowce
w drodze ne Elephant Beach, trzeba przebic sie przez dzungle, czasami mozna wpasc po kolana w bloto albo zlapac kilka pijawek na bagnie ale warto bo koral jest tam rewelacyjny

















