Jestesmy w Ulan Bator.
Wczoraj padal tutaj snieg i ludzie smieja sie kiedy widza ze chodze po miescie w krotkich spodniach, ale innych juz nie mam.
Wielka szkoda ze nie mozemy tu zostac i jechac na Pustynie Gobi.
Nie zmienilo sie wiele od czasu kiedy bylem tu 4 lata tamu. Mongolowie tak samo przyjazni i serdeczni jak wtedy. W pociagu poczestowali wodka, nakarmili, w Ulan Bator pomogli kupic bilety na Kolej Transsyberyjska a potem zabrali nas na wycieczke po miescie i zaprosili na obiad ;)
Mongolowie luba Polakow i kiedy slysza ze rozmawiamy po polsku zawsze chca z nami pogadac. Wczoraj w sklepie poznalismy zone pana, ktory pracowal w Ambasadzie Mongolii w Warszawie w latach osiemdziesiatych.
Thursday, May 18, 2006
Ulan Batror - Mongolia
Monday, May 15, 2006
Pekin da sie lubiec, chinczycy takze. Bardzo lubie z nimi rozmawiac, oni po chinsku, ja po polsku ;)
Mieszkamy blisko marketu na ktorym sprzedaja "chinska tanioche" (skarpetki uciskowe takze hehe). Bardzo ciekawe sa stoiska z jedzeniem, np. nalesniki z jajkiem i parowka, kurze lapki, grilowane zaby, kurczaczki wyciagniete z jajka zanim zdazyly sie wykluc i nasze ulubione kalamarnice z grilla, znakomite !
Wszystko jest tutaj ogromne. Ulice, place, budynki, dworce kolejowe.
Wielki Mur tez robi wielkie wrazenie.
Dzis spedzilismy 7 godzin zwiedzajac Palac Letni. Jutro zdazymy jeszcze zobaczyc Zakazane Miasto i zjezdzamy, niestety...
Wykombinowalismy droge powrotu. Jutro wyjezdzamy do Mongolii, w czwartek w poludnie powinnismy byc w Ulan Bator. Podobno w piatek jest pociag do Moskwy, mamy nadzieje go zlapac. Dostalismy wize do Mongolii tylko na 3 dni, wiec jesli sie nie uda to jestesmy ugotowani.
Zdjecia z Chin wystawie chyba dopiero po powrocie (albo z mongolskiego wiezienia). Nie ma juz teraz czasu ani pieniedzy na Internet. Od paru dni zywimy sie tylko "zupkami chinskimi", tymi z torebki nie z resteuracji ;)
Nie moge sie przyzwyczaic do mysli ze juz wracamy, ze to narazie koniec podrozy.
To pol roku zlecialo za szybko.
Ale jest juz kolejny plan wiec bedzie dobrze... :)
Saturday, May 13, 2006
Pekin
Chiny to ciezka sprawa, trudno tu podrozowac bo praktycznie nikt nie mowi po angielsku a wszystkie napisy w kalamburach. Stracilismy dzis pol dni abu dowiedziec sie gdzie i jak kupic bilety na pociag.
Pekin wyglada jak wielki plac budowy, wszedzie cos burza i buduja. Wszystko to w zwiazku z olimpiada w 2008 roku.
Chinczycy nie usmiechaja sie wcale w przeciwienstwie do Vietnamczykow na przyklad.
Unikaja takze kontaktu wzrokowego.
Pieniadze sie koncza wiec oszczedzamy juz jak mozemy i kombinujemy jak najtaniej dojechac do domu. Napewno koleja transsyberyjska ale jeszcze nie wiadomo ktoredy taniej, wszystko komplikuja koszty wiz.
Wczoraj bylismy na placu Tienanmen. Przewodniczacy Mao nadal groznie spoglada z gory, tlumy turystow robia sobie z nim zdjecie a sprzedawcy pamiatek probuja im wciskac Czerwona Ksiazeczke za 10$.
Tuesday, May 09, 2006
Ostatnia noc w Vietnamie, jutro Chiny ;)
Kilka obrazkow z naszej expresowej podrozy po tym kraju.


Uliczni sprzedawcy, czasami bardzo uciazliwi ale nie denerwuja tak bardzo jak w Indiach. Mozna kupic na przyklad grajaca zapalniczke z wizerunkiem Osamy Bin Ladena i samolotu wbijajacego sie w wieze WTC. Bardzo popularne sa takze "pirackie" ksiazki, najnowsze bestsellery mozna kupic za kilka dolarow.















Hanoi

Muzeum Amerykanskich Zbrodni Wojennych w Sajgonie



ten aparat uratowal zycie japonskego fotografa
uliczna piwiarnia, 8 szklanek piwa za dolara na krzeselkach z przedszkola, tak spedzilismy wiekszosc czasu w Hanoi ;)

do dzis nie wiemy czy to byla zupa z psa... ?
obrazek zrobiony ze skorupek jajka, wykonanie jednego zajmuje okolo 3 miesiace
Sunday, May 07, 2006
Hanoi
Stolica Vietnamu.
Przelecielismy jak blyskawica z poludnia na polnoc.
Sajgon-Na Thrang-Hoi An-Hue-Hanoi.
Noce w autobusach, w dzien zwiedzanie na tyle na ile sily i brak snu pozwalaly.
Vietnamczycy usmiechnieci i pomocni.
Dzis na markecie widzielismy pieczone psy.
Czekamy na wize do Chin, jesli starczy kasy to spedzimy jeszcze kilka dni w Pekinie ;)
Jakos nie dociera do mnie ze powoli zbliza sie koniec.
Wednesday, May 03, 2006
Vietnam - HoChiMinh City (Saigon)
W telegraficznym skrocie:
-Vietnam to nastepne zaskoczenie, pozytywne oczywiscie, znow przekonalem sie jak malo wiem o swiecie kiedy skonfrontowalem wyobrazenia z rzeczywistoscia;
-jestesmy w Sajgonie, 8 milionowe miasto w ktorym chyba kazdy ma motocykl (albo nawet dwa), trudno uwiezyc ze jeszcze 30 lat temu miasto lezalo w gruzach, teraz to nowoczesna metropolia, jesli porownac to nasza Warszafka to prowincja ;
-odwiedzilismy Muzeum Amerykanskich Zbrodni Wojennych ktore zostalo przemianowane na Muzeum "pamiatek" wojennych poniewaz amerykanie czuli sie urazeni, bez komentarza...
-liczylismy, mierzylismy, kombinowalismy i okazalo sie ze powoli musimy kierowac sie w strone domu, po szesciu miesiacach w drodze niestety zaczyna sie powrot :(
Monday, May 01, 2006
Myslalem ze po pol roku podrozowania i ogladania roznych cudow, juz nic mnie nie zadziwi. Jednak kiedy zobaczylem swiatynie kompleksu Angkor Wat szczeka opadla mi na ziemie. 3 dni jezdzilismy na rowerach po okolicy ale i tak nie zdazylismy zobaczyc wszystkiego.
Najwieksze wrazenie zrobil na mnie Bayon. Z daleka nie wyglada ciekawie, ale kiedy wejdziesz do srodka... 216 ogromnych twarzy Buddy patrzy na ciebie. Magiczne miejsce.
Rownie ciekawa jest swiatynia Ta Prohm, powoli "zjadana" przez dzungle.

Bayon
Angkor Wat







Dowody tragicznej historii ostatnich 35 lat w Kambodzy.
Wiezienie S-21 i Killing Fields - masowe groby ofiar rezimu Czerwonych Khmerow i Pola Pota ktory wymordowal ponad 1,7 miliona obywateli wlasnego kraju. 





Szkola wyzsza w Phnom Penh przerobiona zostala na wiezienie, gdzie torturowano i mordowano tysiace osob.
